Po stronie żywej obecności. Dlaczego wciąż poszukujemy kontaktu ze sztuką poza światem ekranów?

Dziś odbiorcy spotykają się ze sztuką w zasięgu, który jeszcze niedawno brzmiał niemal futurystycznie. Koncert można uruchomić bez wychodzenia z domu, ekspozycję przejrzeć na tablecie, a dawne teksty oraz fotografie wyszukać w kilkanaście sekund. Dla osób mieszkających daleko od ośrodków kultury, ludzi z napiętym kalendarzem i osób mających trudności z przemieszczaniem się oznacza to wyraźną zmianę codziennych możliwości. Internet skraca dystans do twórczości, pomaga spokojnie wejść w nieznany obszar i krok po kroku oswoić język danej gałęzi sztuki. Powszechna dostępność materiałów audio i wideo pokazuje jednak także kres cyfrowego kontaktu. Przeżycie artystyczne nie zawsze mieści się w ramie monitora ani w dźwięku dobiegającym z głośników. Ekran potrafi zbliżyć obiekt lub dzieło, lecz nie przenosi akustyki sali, ciężaru rzeźby ani napięcia narastającego między ludźmi zgromadzonymi przed sceną lub wśród eksponatów prezentowanych na wystawie. Rozległa obecność kultury w sieci przypomina zatem, że technologiczna wygoda nie może oddać całego doświadczenia płynącego ze spotkania z utworem, przestrzenią oraz pozostałymi odbiorcami.

Do kultury prowadzi ekran

Dla wielu osób spotkanie ze sztuką zaczyna się dziś jeszcze nie przed przekroczeniem progu instytucji kultury, lecz na wyświetlaczu telefonu lub komputera. W sieci publiczność wybiera audycje, włącza podcasty, sprawdza repertuary kin oraz teatrów, szuka zapowiedzi i wraca do nagrań spektakli. Zanim ktoś pójdzie na koncert, zajrzy do galerii albo ruszy trasą wystawy, często odwiedza stronę instytucji, zapoznaje się z informacjami o wydarzeniu, sprawdza adres, porę oraz reguły udziału, a później wysyła odnośnik przyjaciołom. O tym nawyku piszą autorzy publikacji Uczestnictwo ludności w kulturze w 2024 r. przygotowanej przez GUS. Wśród uczestników badania 59,3% używało Internetu w sprawach związanych z kulturą. Największa grupa szukała wiadomości o wydarzeniach artystycznych, oglądała telewizję, materiały filmowe lub korzystała ze streamingowych bibliotek kina, słuchała podcastów, radia, bądź muzyki online, a ponadto odwiedzała internetowe platformy filmowe.

Statystyki odsłaniają jednak także inną stronę życia kulturalnego – cyfrowa wygoda nie odebrała ludziom ochoty na wyjście z mieszkania i spotkanie z twórczością twarzą w twarz. Według GUS w 2024 roku do krajowych muzeów wybrało się 36,5% respondentów, natomiast obiekty historyczne w Polsce obejrzało 52,8% ankietowanych. Autorzy raportu podkreślają, że oba rezultaty wypadły znacznie wyżej niż w roku 2019. Internet nie zajął miejsca scenom koncertowym, salom muzealnym, ekspozycjom, ani historycznym przestrzeniom. Raczej rozbudował strefę inspiracji, zapowiedzi i podpowiedzi, z niej publiczność kieruje się dalej – do obecności wśród innych, rozmowy oraz bezpośredniego kontaktu ze sztuką.

Wielkość, brzmienie i materia – doświadczenia poza zasięgiem ekranu

Od pierwszej chwili kontaktu ekran narzuca sztuce własne reguły. Obraz, spektakl i muzyka kurczą się do wymiarów urządzenia, z którego korzysta odbiorca. W muzealnej sali, filharmonii albo teatrze dzieło współistnieje z światłem, przestrzenią i akustyką, natomiast w sieci trafia do ograniczonej ramy ekranu. Drobny szkic pokazany na panelu oraz płótno o wielkości kilku metrów mogą sprawiać wrażenie niemal równych rozmiarem, choć w galerii uruchamiają całkiem odmienne reakcje. Przy wielkoformatowej kompozycji odbiorca zwykle zaczyna od oddalenia się na kilka kroków, po czym zbliża się do dzieła, bada powierzchnię, śledzi ślady pędzla i dostrzega kolejne warstwy barwy. Reprodukcja cyfrowa pozwala rozpoznać układ form, jednak znacznie słabiej pokazuje fizyczną obecność pracy w realnej sali. Podobny problem dotyczy rzeźby. Zdjęcie potrafi uchwycić kontur bryły, ale nie niesie informacji o masie kamienia, metalu ani innego materiału. Nie oddaje też subtelnych zmian powierzchni, które pojawiają się wraz ze światłem. Dopiero spacer wokół obiektu otwiera pełniejszy kontakt z formą. Widz zatrzymuje się przy następnych profilach, przesuwa punkt obserwacji i sprawdza relację własnego ciała z kształtem. Wtedy wyraźnie odczuwa, że rzeźba zajmuje tę samą przestrzeń, do której sam wchodzi.

Muzyka wykonywana przed publicznością oraz przedstawienie teatralne tracą w zapisie ekranowym inny rodzaj napięcia. Nagranie pozwala ponownie spotkać się z koncertem albo inscenizacją, lecz nie przywraca całej sytuacji słuchania i patrzenia. Znika cisza sali tuż przed pierwszym dźwiękiem, drżenie podłogi wyczuwane pod stopami oraz wymiana emocji i reakcji zachodząca pomiędzy wykonawcami i widzami. W teatrze szczególną rolę odgrywa jednorazowy charakter spotkania. Kamera przechowuje tekst dramatu i część pracy aktorów, lecz odbiera chwili jej kruchość. Razem z nią słabnie poczucie uczestnictwa w zdarzeniu, które dzieje się aktualnie, wobec konkretnej widowni.

Galeria albo muzeum prowadzą zwiedzającego własnym tempem. Odwiedzający przemierza kolejne sale, wybiera ścieżkę, nagle wychwytuje drobny szczegół i ściszonym głosem dzieli się spostrzeżeniami z osobą stojącą obok. Starannie przygotowany spacer wirtualny może pomóc w kontakcie ze zbiorami albo przywołać pamięć o wystawie, lecz nie zajmuje miejsca realnej obecności pośród prac. Internet poszerza dostęp do kultury, jednak ekran nadal zmniejsza skalę, zubaża brzmienie i osłabia więź dzieła z określoną przestrzenią.

Sztuka rodzi się w relacjach między ludźmi

Kultura przeżywana w realnej przestrzeni daje odbiorcy coś znacznie bogatszego niż głośniej ustawiony sprzęt albo ostrzejszy obraz. Człowiek, który zajmuje fotel w teatrze, w galerii albo w sali koncertowej, na krótki czas dołącza do wspólnoty wyczuwalnej niemal od pierwszego oddechu sali. Reakcje osób skupionych przy scenie nie pełnią roli neutralnego szumu – wykonawcy wychwytują je i oddają widowni poprzez energię, rytm, pauzę, spojrzenie oraz przyspieszenie lub zwolnienie frazy. Publiczność wychodzi później z pamięcią programu, a także z obrazem nastroju, który powstał między ludźmi. W teatrze wspólny śmiech potrafi przestawić ciężar całej sceny – na koncercie uważne milczenie zagęszcza napięcie równie mocno jak brzmienie instrumentów. W galerii ciche rozmowy nadają przejściu przez wystawę osobne tempo, a po debacie celne pytania z sali przenoszą spotkanie poza ramy przygotowanych wypowiedzi. Domowy seans przy komputerze zapewnia wizję oraz dźwięk, jednak pozbawia przeżycie ludzkiej warstwy.

W chwili, gdy sztuka dociera do grupy zgromadzonej w jednej przestrzeni, rusza nieskomplikowany, a jednocześnie mocny proces społeczny. Na czas kilkudziesięciu minut ludzie, często wcześniej sobie obcy, patrzą ku temu samemu punktowi, łapią wspólny puls, wsłuchują się w jeden głos albo tekst i podążają za jedną opowieścią. Codzienność pędzi, rozprasza uwagę i oddaje algorytmom dobór bodźców dla każdego z osobna, dlatego chwila przeżywana razem nabiera szczególnej wagi. Ludzie mogą jednak znaleźć się pod tym samym dachem, a mimo to nie utworzą skupionej widowni. Najwyraźniej widać to podczas koncertów, gdy pomiędzy artystami a publicznością wyrasta pasmo uniesionych smartfonów. Widzowie stoją ramię w ramię i słyszą tę samą piosenkę, lecz fragment uwagi lokują w telefonie oraz w nagraniu przeznaczonym na później. Z tego powodu niektórzy wykonawcy i organizatorzy wprowadzają zasady używania telefonów w trakcie koncertów – sprzęt ląduje w zamykanych etui, choć właściciele wciąż mają go przy sobie. Ten pomysł służy głównie skróceniu dystansu między sceną a salą. Podobne rozwiązania przypominają, że relacja występujących z odbiorcami kształtuje przebieg wydarzenia oraz poczucie udziału w publiczności obecnej tu i teraz.

Raport National Endowment for the Arts również wskazuje na społeczny wymiar kultury. Jego autorzy analizują pełnoletnie osoby mieszkające w Stanach Zjednoczonych, więc nie sposób tych wyników przenieść wprost na polską rzeczywistość. Mimo tego w opracowaniu da się dostrzec wzór wracający w danych. Dorośli, którzy w miesiącu poprzedzającym badanie brali udział w wydarzeniach ze sztuką prezentowaną na żywo, rzadziej wybierali odpowiedź „zawsze” przy pytaniu o samotność. Nie daje to gotowej recepty na relacje społeczne. Z badania płynie raczej sygnał, że bezpośredni kontakt z kulturą sprzyja rozmowom, drobnym więziom i swobodniejszej obecności drugiej osoby obok. Samotny odbiór przez ekran nie przynosi identycznego doświadczenia. Instytucja kultury działająca lokalnie nie musi więc pozostawać jedynie adresem na miejskim planie. Może zmienić się w punkt regularnych powrotów – miejsce rozpoznawanych twarzy, krótkich rozmów po spektaklu, pytań po debacie oraz coraz większej swobody wobec ludzi siedzących obok.

Czy technika może realnie służyć kulturze?

Kiedy w rozmowach o kulturze akcent pada na osobiste spotkanie z artystami i publicznością, ekran szybko urasta do roli rywala wobec sztuki przeżywanej bezpośrednio. To uproszczony obraz. Rozwiązania cyfrowe potrafią wspierać kulturę, o ile nie udają pełnego doświadczenia sali koncertowej, galerii czy domu kultury, ponieważ nie oddadzą jego całej intensywności. Dla chorych, rekonwalescentów oraz osób czasowo pozbawionych swobody ruchu transmisja koncertu w internecie często staje się jedną z nielicznych dróg wejścia w artystyczny obieg. Archiwa dostępne w sieci wydobywają z zapomnienia twórców, miejscowych animatorów i społeczników – pozwalają też zachować tropy dawnych akcji, nierzadko krótkotrwałych, ulotnych, po latach trudnych do odtworzenia. Instalacje wykorzystujące technikę cyfrową, dźwięk przestrzenny i multimedia nie muszą odsuwać na bok warsztatu znanego ze scen, galerii i pracowni – potrafią prowadzić narrację osobnym idiomem oraz budować atmosferę innym zestawem narzędzi, a przy tym nie wyprowadzać poza główny nurt form znanych kulturze od dawna.

Według UNESCO cyfryzacja kultury i branż kreatywnych otwiera rozmaite możliwości, lecz jednocześnie może pogłębiać nierówności. Współczesne rozwiązania techniczne zapewniają łatwiejszą drogę do dziedzictwa oraz pobudzają nowe praktyki artystyczne. Równocześnie wymagają przemyślanej strategii, kompetencji oraz odpowiedniego zaplecza sprzętowego. Nie wystarczy więc wrzucić treści do sieci kultura nie dociera wtedy automatycznie z równą łatwością do wszystkich grup odbiorców. Publiczność musi mieć urządzenia, stabilne łącze oraz podstawową swobodę w cyfrowym środowisku. Pytanie nie powinno więc ograniczać się do wpływu technologii na kulturę – trzeba raczej sprawdzać, kiedy cyfrowe narzędzia naprawdę dołączają kolejne osoby w życie kulturalne, a kiedy tworzą jedynie powierzchowne złudzenie uczestnictwa. Gdy program online towarzyszy wydarzeniom organizowanym w siedzibie instytucji, może również wspierać osoby ostrożnie wracające do spotkań z innymi.

Technologia usprawnia zakulisową pracę przy wydarzeniach

Największa siła narzędzi cyfrowych w domu kultury często ujawnia się po cichu, poza wzrokiem widzów i gości. Podczas wystawy, projekcji filmu czy rozmowy autorskiej publiczność widzi gotowy program, za nim jednak stoją tabele z zadaniami, numery i adresy do kontaktu, terminy, zgody oraz formalne zapisy. Zespół rozpisuje plan dnia, szuka potwierdzeń, kontaktuje się z artystami, szlifuje noty informacyjne, kontroluje rezerwacje i trzyma dokumenty w ryzach. Ta część pracy rzadko zbiera oklaski – scena i sala przyciągają uwagę z zupełnie innych powodów. Od jej sprawnego przebiegu zależy jednak, czy odwiedzający wejdą do przestrzeni gotowej na rozmowę z kulturą, a spóźnienia, zamieszanie i nieprecyzyjne komunikaty nie popsują im udziału w wydarzeniu.

Dobrze dobrane platformy internetowe nie odbierają wydarzeniom artystycznym ich tonu ani atmosfery. Zdejmują z organizatorów część powtarzalnych czynności administracyjnych i papierowej codzienności. Widz opłaca wejściówkę online, omijając kasowe okienko, pracownik instytucji po chwili znajduje materiały z wcześniejszych projektów. Aplikacje pomagają uzgodnić dokumenty oraz pilnować kolejnych kroków przy umowach, zwłaszcza w placówkach, którym regulaminy oraz przepisy pozwalają sięgać po podpis elektroniczny. Dzięki nim zespół bez zwłoki informuje odbiorców o korektach w programie. Najwięcej korzyści przynoszą w cichym trybie – wprowadzają ład na zapleczu, szybciej prowadzą zespół od idei do chwili, w której widzowie mogą wejść na salę, i oddają pracownikom więcej przestrzeni na program, rozmowy z gośćmi oraz uważny kontakt z miejscową społecznością.

Kultura między sceną a internetem w nadchodzących latach

Spór o to, czy ekran przewyższa spotkanie w sali, prowadzi raczej na manowce niż do ciekawych wniosków. Cyfrowa łączność oraz wydarzenie przeżywane razem z publicznością pełnią odmienne funkcje, kiedy tworzą jedną trasę kontaktu z kulturą. Gdy rozmowę ustawia się jako starcie przekazu internetowego z wizytą w konkretnym miejscu, ginie wspólna część obu doświadczeń. Za pośrednictwem sieci łatwiej wybrać repertuar, odszukać zapis już zakończonego spotkania, zajrzeć do zbiorów archiwalnych i ustalić sprawy organizacyjne jeszcze w domu. Natomiast scena, galeria, sala lub dom kultury dają kontakt wymykający się kamerze. W realnym wnętrzu uczestnik odczuwa rozmiar obiektu, słucha akustyki, dostrzega reakcje osób siedzących obok i zanurza się w nastroju rodzącym się między dziełem a widownią.

Kultura w najbliższych latach wcale nie musi zamknąć się wyłącznie w cyfryzacji ani cofnąć ku sentymen  8talnemu oporowi przed technologią. Najbardziej realny jawi się wariant łączony – internet zachęca do wyjścia z mieszkania, zamiast odbierać znaczenie spotkaniom twarzą w twarz. Placówka kulturalna może rozmawiać z odbiorcami online, zapisywać chętnych, dzielić się relacjami z zajęć i informować publiczność o datach, a zarazem utrzymywać żywą więź z własną siedzibą, okolicą i mieszkańcami. Kiedy człowiek wkracza do sali, odbiór staje się inny – widz słyszy głos wracający od ścian, stoi przed oryginałem, a po finale zamienia choć kilka zdań z drugim człowiekiem. Internetowe narzędzia zwiększają zasięg kultury. Decyzja zapada jednak po stronie odbiorcy – zostanie przy monitorze albo ruszy dalej.

Źródła:

 

Autor: A.K.