Przejdź do treści

Kto odpowiada za wizerunek postaci w kadrze i na deskach teatru? Odkrywamy tajniki fachu kostiumografa

Gdy w kadrze filmowym, serialowym epizodzie bądź na scenie staje aktor, publiczność natychmiast wyciąga pierwsze wnioski, nim padną jakiekolwiek słowa z proscenium czy planu. Wzrok widzów oraz oko kamery błyskawicznie rejestrują zarys sylwetki, fryzurę, specyfikę kroku i tekstylia. Poszczególne elementy odzieży współbudują tożsamość protagonisty i przesądzają o sympatii widowni od pierwszych chwil przed ekranem. Głównym autorem tego wizualnego komunikatu pozostaje kostiumograf. Rola ta sięga jednak znacznie dalej niż zwykły dobór ciuchów w centrum handlowym. Wystarczy rzucić okiem na charakterystykę tego zawodu, którą prezentuje państwowa baza w wyszukiwarce Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Ów fachowiec szkicuje autorskie plansze zgodne z realiami epoki oraz profilem estetycznym dzieła. Dodatkowo ustala spójną wizję z reżyserem i autorem scenografii, kontroluje pracę krawców, a równolegle kalkuluje finanse produkcji oraz nadzoruje umowy z wypożyczalniami strojów. Spina w ten sposób wyobraźnię plastyczną z dyscypliną czysto organizacyjną. Skąd zatem czerpie wiedzę o tym, w jakie szaty ubrać konkretnego człowieka z kart scenariusza?

Najpierw psychologia i biografia, potem wieszaki z odzieżą

Koncepcja plastyczna nie bierze początku pośród sklepowych stojaków, lecz wynika wprost z analizy tekstu. W pierwszym etapie twórca musi bezbłędnie ustalić tożsamość protagonisty oraz jego pozycję w całej opowieści. Fachowiec bierze pod lupę metrykę, profesję, stan portfela, krąg towarzyski, cechy charakteru, codzienne nawyki i osobisty stosunek do własnej aparycji. Właściwy fason potrafi przecież zakomunikować pedantyczny ład, zamożność, życiowy pragmatyzm, szacunek dla tradycji, fascynację trendami albo wyrachowaną dbałość o zewnętrzny wizerunek.

Zawartość szafy ewoluuje równolegle z losami protagonisty. Odpowiednia kompozycja krojów i barw bez trudu zasygnalizuje prestiżowy awans, kryzys psychiczny, wewnętrzną metamorfozę, nagły zwrot sytuacji życiowej bądź skrajne niechlujstwo. Trafny kostium wcale nie aspiruje do miana najelegantszej kreacji w kadrze. Prawdziwa siła tkwi w bezwzględnym realizmie – widownia musi uwierzyć, że te tekstylia stanowią autentyczną, prywatną własność tego konkretnego człowieka.

Gdy scenariusz cofa zegar dziejów, startuje reporterskie śledztwo

Wchodząc na plan opowieści osadzonej w dawnych epokach, filmowiec potrzebuje czegoś znacznie głębszego niż podstawowy szkic psychologiczny postaci. Obok charakteru bohatera musi drobiazgowo zbadać ówczesny świat. Pobieżne skojarzenia z XIX stuleciem czy powierzchowna wiedza o latach 20. XX wieku okazują się zupełnie niewystarczające. Kolejne dziesięciolecia diametralnie przekształcały przecież kroje, sylwetki, tkaniny, dodatki oraz reguły określające sposób, w jaki ludzie wdziewali ubrania. Olbrzymią wagę ma w tym kontekście drabina społeczna. Sam fakt obecności konkretnego fasonu w danym wycinku czasu wcale nie oznacza, że przeciętny zjadacz chleba posiadał finanse na jego zakup lub obyczajową zgodę, pozwalającą swobodnie wyjść na ulicę w podobnym stroju.

Dlatego wnikliwy rekonesans wykracza daleko poza suche dzieje krawiectwa. Obejmuje szary dzień odmiennych klas, kontrast między odzieżą roboczą a strojami od święta, trudności w dostępie do surowców oraz żelazne reguły towarzyskie. Nieocenioną pomoc w tej pracy niosą archiwalne fotografie, płótna mistrzów malarstwa, grafiki, stroje ocalałe z tamtych lat, dawne żurnale oraz bogata ikonografia.

Gdy Shannon Paulick przygotowywała koncepcję strojów do słynnej sztuki Molière’a „Tartuffe”, nieustannie wymieniała uwagi z reżyserem, wnikliwie analizowała realia Francji z lat 60. XVII wieku oraz diagnozowała wymogi sceniczne konkretnego spektaklu. W bliźniaczy sposób postępowali autorzy ubrań cywilnych do kinowego hitu „Miasto 44”. Zespół wnikliwie studiował kadry fotograficzne z okresu walk w Warszawie, odtwarzając autentyczny styl, w jakim ubierali się wówczas powstańcy i cywile. Komplet tak drobiazgowych danych pozwala twórcom podjąć ostateczne decyzje: ustalić plastyczny kształt świata przedstawionego oraz precyzyjnie osadzić w tej przestrzeni konkretnego bohatera.

Ramy epoki jako punkt startu

Wierność faktom wcale nie nakazuje odtwarzać każdego pojedynczego szwu czy guzika. Projektant zachowuje pełne prawo do swobodnej adaptacji ubioru pod kątem autorskiej wizji. Jeśli jednak planuje celowy rozbrat ze źródłami, musi najpierw gruntownie pojąć reguły minionego czasu. Dopiero wtedy zyskuje swobodę wyboru: rozstrzyga, które akcenty pozostawić w pierwotnym kształcie, które uprościć, a które zamierzenie przekształcić tak, aż uzyskają pełną synergię z uniwersum filmowym bądź teatralnym.

Znakomitą ilustrację takiego podejścia stanowi kinowa wersja „Chłopów”. Grono odpowiedzialne za warstwę wizualną zaczerpnęło pierwotny impuls z opisów w powieści Reymonta oraz tradycyjnego stroju łowickiego, po czym przekuło te motywy we własną, odrębną koncepcję plastyczną. Aparycja poszczególnych postaci dobitnie uwypuklała ich pozycję majątkową, temperament oraz miejsce w wiejskiej hierarchii. Z kolei w filmowej „Lalce”, którą wyreżyserował Maciej Kawalski, kostiumy pełnią analogiczną rolę – kreacje czerpiące z trendów schyłku XIX stulecia nie tylko wskrzeszają dawny klimat, lecz także wyraziście unaoczniają przynależność klasową, zasobność portfela, towarzyskie obyczaje oraz skryte ambicje bohaterów.

Przetrząsnąć magazyn, przerobić stary płaszcz czy szyć na miarę?

Kiedy artysta zamknie wstępne szkice i ułoży spójną wizję plastyczną, dokładnie wie, jakiego nakrycia głowy, kreacji balowej czy drobnego paska poszukuje dla swojego aktora. Sklepowe półki rzadko jednak oferują natychmiastowe rozwiązanie. Twórca staje przed całym wachlarzem możliwości: odwiedza wypożyczalnie teatralne, penetruje zasoby wyspecjalizowanych magazynów, poluje na perełki w lumpeksach, modyfikuje istniejące ubrania albo uruchamia krawiecką machinę i tworzy wszystko od pierwszego ściegu.

Niezwykle bogatym źródłem okazują się nierzadko prywatne pawlacze, strychy oraz zakurzone piwnice. Rzeczy noszone kilkadziesiąt lat temu przemawiają do kamery ze znacznie większą prawdą niż dzisiejsze, sztucznie postarzane imitacje. Z tego powodu Łódzkie Centrum Filmowe ogłosiło swego czasu akcję gromadzenia garderoby oraz rekwizytów z lat 60., 70. i 80. XX wieku, namawiając mieszkańców regionu, aż oddali nieużywane skarby na potrzeby produkcji kinowych. W podobny sposób postąpił Teatr Polski w Bielsku-Białej przed premierą spektaklu „Poszukiwany, poszukiwana”. Zespół zaapelował wprost do publiczności o autentyczne pamiątki z lat 70. Na scenę trafiły wówczas męskie garnitury, spodnie z szerokimi nogawkami, buty, torebki oraz oryginalne bele tkanin. Spódnice z tamtej epoki również zyskały drugie życie w świetle reflektorów. Praca nad strojami zamienia się na tym etapie w reporterskie dochodzenie, sztukę logistyki oraz codzienne pokonywanie prozaicznych przeszkód.

Teraźniejszość w kadrze wymaga równie czujnego oka

Realizacja filmu osadzonego w naszych czasach zdejmuje z ekipy obowiązek żmudnego badania źródeł minionych epok, lecz wcale nie ułatwia kreowania wizerunku postaci. Choć męskie kurtki czy codzienne bluzy wiszą dziś w każdej galerii handlowej na wyciągnięcie ręki, autor kostiumów musi wskazać ten jeden egzemplarz, w który realnie zainwestowałby konkretny bohater. Czy dany fason odzwierciedla jego portfel, profesję, nawyki oraz podejście do mody? Czy postać sięgnęłaby po niego podczas zwykłych zakupów? Czy strój nie odciąga spojrzenia widza w kierunku, którego reżyser wcale nie planował?

Ogromną rolę odgrywają detale: rzucające się w oczy logo znanej marki, nietypowy deseń, faktura tkaniny, znoszone mankiety bądź charakterystyczna linia ramion. Każdy taki element potrafi zdradzić ukryte cechy bohatera, niekiedy zupełnie wbrew pierwotnym zamierzeniom ekipy. Celnie skomponowana kreacja we współczesnym obrazie stapia się z tłem i sprawia wrażenie organicznego fragmentu codzienności postaci.

Kinowa garderoba zdaje egzamin w pełnym biegu

Krawiecki projekt filmowy nie funkcjonuje wyłącznie na kartach szkicownika, barwnej fotografii czy sklepowym manekinie. Prawdziwą próbę przechodzi dopiero wówczas, gdy artysta wkracza w przestrzeń planu filmowego. Przed obiektywem postać nieustannie zmienia pozycję: maszeruje, ucieka, wiruje w tańcu, toczy zacięty pojedynek, spędza długie godziny w fotelu albo w kółko powtarza identyczny gest. Właśnie dlatego projektanci muszą zrównoważyć estetykę tkaniny z czystą ergonomią oraz fizycznymi potrzebami wykonawcy roli.

Złożone sekwencje kaskaderskie wymuszają produkcję dubletów. Garderobiany sztab szyje po kilka niemal bliźniaczych sztuk, chroniąc harmonogram przed nagłą plamą brudu bądź dziurami w materiale. Dodatkowe komplety otrzymują dublerzy. Znakomitą ilustrację stanowi film „Kasyno”. Ekipa uszyła wtedy odrębne części stroju dla dublera kaskaderskiego. Z kolei archiwum Harry Ransom Center przechowuje unikatowy komplet, w którym Robert De Niro wystąpił w scenie 263 – filmowcy określili ten wariant mianem burn outfit.

Równie wielką wagę filmowcy przywiązują do wizualnej dyscypliny w montażu. Kiedy operatorzy filmują tę samą sekwencję w różnych terminach, garderoba aktora zachowuje stuprocentową zgodność z wcześniejszym kadrem, dopóki fabuła nie narzuca nagłej metamorfozy. Członkowie ekipy nieustannie obserwują postać przez pryzmat wykreowanego uniwersum, a na planie skrupulatnie kontrolują każdy szew oraz guzik między kolejnymi dublami.

Strój, który współtworzy ekranową opowieść

Za kreacją obecną przed oczami widza zaledwie przez parę minut kryje się potężna praca koncepcyjna. Kostiumograf rozkłada psychikę bohatera na czynniki pierwsze, studiuje dawną kulturę, bada historyczne dokumenty, wyszukuje unikatowe tkaniny, nanosi krawieckie poprawki oraz osobiście asystuje przy miarach. Odbiorca w kinowej sali wcale nie musi dostrzegać tego rzemieślniczego trudu. Cały zamysł sprowadza się do jednego rezultatu: strój ma wyglądać jak organiczna cząstka fikcyjnej postaci oraz przestrzeni, w której toczy się akcja.

Źródła: